Uważam, że ostatnio motocykle są bardzo rozpowszechnione, a przede wszystkim popularne. Wynika to głównie z tego, że mieszkamy z partnerem i dziećmi na wsi, a w ciągu ostatnich dwóch lat przejechało tędy naprawdę tak wiele motocykli, że sama się dziwię, że tak w ogóle jest. Myślę też, że jest pewnie sporo osób, które w ogóle nie boją się jeździć na motocyklu. To oczywiście ma sens, prawda? Bo gdyby ktoś bał się jeździć na motocyklu, to logicznie rzecz biorąc, nawet by go nie kupił, ale nie jest to do końca prawda, bo jeden z moich przyjaciół miał już dwa wypadki na motocyklu, za każdym razem trafiał do szpitala, ale zawsze jakoś z tego wychodził, z czego oczywiście się cieszę, ale naprawdę nie rozumiem, dlaczego mój przyjaciel zawsze mi powtarza, że już nigdy nie wsiądzie na motocykl.

Mówi, że boi się już motocykli, ale mimo to mija na przykład pół roku albo osiem miesięcy i od razu znów siada na motocykl. Kolega powiedział, że to chyba uzależnienie od motocykla albo od adrenaliny. Tak, oczywiście przyznaję, że jazda na motocyklu może być naprawdę wielką przygodą, a przede wszystkim źródłem adrenaliny. Ja osobiście lubię adrenalinę, ale chyba zupełnie innego rodzaju. Lubię na przykład taką adrenalinę, kiedy rywalizuję z kimś, na przykład w sporcie, albo też kiedy gram w moje ulubione szachy lub karty.

To mnie bardzo bawi, ale z drugiej strony mówię sobie, że ryzykowanie życia na motocyklu czy uprawianie sportów ekstremalnych to w ogóle nie dla mnie. To tak, jakbym miała skakać na bungee lub robić coś podobnego. Nigdy w życiu bym tego nie zrobiła. Boję się tego, a zbyt bardzo cenię sobie swoje życie, żeby potem rozbić sobie głowę o jakąś skałę – to samo dotyczy motocykla. Chociaż tak, motocykl jest seksowny, przyznaję to i podoba mi się, i chciałabym się na nim przejechać, ale mam tak silny instynkt samozachowawczy, że moje ciało i chyba nawet moja dusza nie pozwolą mi usiąść na motocyklu nawet jako pasażerka. Tak, dobrze słyszeliście.